Rozszerzanie diety – z czym to się je?

Chyba nie ma wątpliwości co do tego, że żywienie ma ogromne znaczenie. W końcu – „Jesteś tym, co jesz” – mówi stare porzekadło i nie można się z nim nie zgodzić, bo to właśnie z jedzenia pochodzą w głównej mierze substancje odżywcze, witaminy i minerały. W przypadku maluchów, z czasem zapotrzebowanie na poszczególne składniki i energię rośnie, a stałe posiłki stanowią podstawę prawidłowego rozwoju. Jak zabrać się za rozszerzanie diety dziecka, na co zwrócić uwagę i czego unikać w trakcie proponowania nowych produktów? Sprawdź!

Am, am – bobas je już sam!

Dziecko rośnie, a wraz z nim również jego potrzeby żywieniowe – właśnie dlatego rozszerzanie diety jest tak istotne. Tylko od czego zacząć? I jak rozpoznać, że to już ten czas? Przede wszystkim warto zwrócić uwagę, czy maluszek interesuje się jedzeniem – wyciąganie rączek w kierunku posiłku rodziców, wpychanie ich do talerza, a nawet podkradanie z niego smakołyków – to pierwsze zielone światło. Nie jest to jednak jedyny przejaw gotowości, bo żeby zacząć rozszerzać dietę Twój szkrab musi też:

  • podejmować z sukcesem próby przeżuwania,
  • siedzieć stabilnie sam – ewentualnie z podporem,
  • potrafić złapać kawałek jedzenia i go puścić,
  • mieć dobrą stabilizację szyi i głowy,
  • potrafić wcelować jedzeniem do buzi.

Dobrze jest mieć na uwadze, że to dla maluszka ogromna zmiana i najprawdopodobniej do wielu smaków będzie się przyzwyczajał stopniowo. To tak, jakby osobie dorosłej zaserwować potrawy z drugiego końca świata, których kompletnie nie zna i które na dodatek z niczym się nie kojarzą. Dziecko zna tylko smak mleka – nie można się więc specjalnie dziwić, kiedy burak wyląduje na twarzy szefa kuchni – rodzica, w głowie którego pojawiają się wówczas wiązanki w stylu Gordona Ramseya.

Fakty i mity: Co podawać dziecku?

Jeszcze kilka lat temu można było się spotkać z bardzo konkretnym planem rozszerzania diety – zwłaszcza kolejności wprowadzanych produktów. Pierwszymi zalecanymi propozycjami były ziemniak i marchewka, a nowe produkty trzeba było podawać w odstępach tygodniowych. Co więcej – potencjalne alergeny były odradzane, a ich podawanie odkładano nawet do ukończenia przez dziecko dwóch lat! Dziś wiadomo, że był to mit, który został skutecznie obalony dzięki licznym badaniom naukowym. Wnioski badaczy wskazują, że opóźnione poznawanie maluszka z tymi artykułami, nie zmniejsza ryzyka powstawania alergii pokarmowych. Właśnie dlatego gluten, mleko krowie, nabiał, orzechy, a nawet cytrusy można proponować bobasowi w dowolnej kolejności – choć na samym początku warto oczywiście zaczynać standardowo – od ziemniaka, marchewki, buraka i jabłuszka, żeby układ pokarmowy powoli przyzwyczajał się do nowości. Warto wiedzieć, że rozszerzanie diety nie kończy się po podaniu określonych produktów. Ten etap trwa mniej więcej do 2. roku życia.

Czego unikać podczas rozszerzania diety?

Misja poznawania nowych smaków i dostarczania dodatkowych substancji odżywczych nie zawsze jest usłana różami. Nie przejmuj się więc, jeśli kolejny raz z rzędu starasz się przygotować idealnie ugotowanego brokuła, który sekundę po podaniu… Ląduje z impetem na ziemi! Trzeba po prostu zacisnąć zęby i działać dalej – czasem warto zmienić produkt, a do tego „wykreślanego z listy” wrócić po jakimś czasie. Zakres możliwości jest naprawdę duży, a w sieci aż roi się od przepisów dla maluszków. Warto jednak w tym miejscu zaznaczyć, że istnieje również lista produktów, których w diecie malucha lepiej unikać. To przede wszystkim:

  • cukier i sól,
  • miód,
  • surowe mięso i ryby,
  • grzyby leśne,
  • napoje,
  • wafle ryżowe,
  • mleko kozie,
  • soki,
  • herbaty i zioła.

Niestety, rozszerzanie diety wymaga od rodziców niezłego refleksu – zazwyczaj podczas unikania „ostrzału” z obiadu. Powinni też stać się dobrymi tropicielami. Dlaczego? Niektóre produkty dedykowane dla dzieci (nawet te zalecane na początku rozszerzania diety!) są dalekie od ideału pod kątem jakości. Trzeba więc sprawdzać składy m.in. kaszek, chrupek kukurydzianych czy musów – można w nich znaleźć nie tylko ogromne ilości cukru, ale również konserwantów.

Czym jest BLW?

BLW („Baby Led Weaning”, w Polsce określane jako „Bobas lubi wybór”) to – obok klasycznego sposobu – jedna z metod karmienia dziecka. Klasyczny sposób wiąże się z karmieniem maluszka papką przy pomocy łyżeczki, z kolei w metodzie BLW nacisk kładzie się na samodzielność i wybór. W tym przypadku, dziecko dostaje na talerzu miękkie kawałki pokarmów stałych i samo decyduje, co bierze do buzi. Ważne jednak, by maluch potrafił sam siedzieć, w przeciwnym razie łatwo o zakrztuszenie się.
W przypadku chęci wypróbowania metody BLW, warto uzbroić się w cierpliwość, normą w tym przypadku jest zabawa jedzeniem i wyrzucanie go, gdzie tylko się da. Z czasem, z pewnością będzie lepiej i zdecydowanie więcej będzie lądowało w buzi, niż na podłodze. Dzięki metodzie BLW, dziecko poznaje jedzenie wszystkimi zmysłami, trenuje motorykę małą, buduje pozytywne nastawienie do jedzenia, uczy się żuć i bezpiecznie spożywać pokarmy. Zdecydujesz się na wypróbowanie tej metody?

Rozszerzanie diety maluszka to z pewnością ważne wydarzenie dla rodziców. Wymaga jednak od nich niemałego wysiłku. Dlatego też, życzymy powodzenia! Na pewno będzie to niezapomniany czas!

Chcesz otrzymywać na bieżąco porady dotyczące ciąży i rodzicielstwa? Zapisz się do naszego newslettera.

Sprawdź nasz
#guguinstagram